Tomek Żółtko

poeta • muzyk • publicysta

Kraków 29.12.2009


"Gdzie nie ma rozwagi, tam nawet gorliwość nie jest dobra..."

Przyp. Salomona 19,2a

Uwaga – będzie sarkastycznie!

Dzisiaj (tj. 29.12. 2009r.) rano Chiny wykonały wyrok śmierci na chorym psychicznie obywatelu Wielkiej Brytanii – Akmalu Shaikhu, skazanym na tę karę za „zbrodnię” przemytu czterech kg heroiny na teren Chińskiej Republiki Ludowej. Protestował cały zachodni świat, protestował premier Gordon Brown, organizacje praw człowieka – wszystko na nic! Człowiek został zastrzelony. Pierwszy Europejczyk od ponad pięćdziesięciu lat… No cóż… być może powinniśmy docenić humanitaryzm tego wyroku. Szybka, krótka śmierć. Mogli mu przecież najpierw wyłupić oczy, odciąć język, potem przerzynać piłą…

Europa zasłużyła sobie na takie traktowanie. Chinom od dziesięcioleci bezkarnie „wolno” dokonywać masowych mordów na walczących o wolność Tybetańczykach, niewolniczo wykorzystywać własnych obywateli, zmuszając ich do pracy w nieludzkich warunkach i płacąc im grosze, wyrzucać na bruk dziesiątki…, może setki tysięcy ubogich mieszkańców Pekinu, gdyż ich domy i mieszkania przeszkadzały w budowie najwspanialszych i najokazalszych na świecie olimpijskich obiektów sportowych… Unia Europejska i Stany Zjednoczone zaś z wymiotną hipokryzją, od co najmniej dziesięciu lat zgodnie utrzymują, że należy oddzielać wymianę handlową z Chinami od moralności ( czytaj: od upominania się o respektowanie praw ludzkich w państwie środka ). Rzecz jednak nie sprowadza się tylko do wielkiej polityki, ale dotyka także każdego z nas. Bo przecież – tak naprawdę i bez „ściemy”, to mamy głęboko w dupie los jakichś tam np. Tybetańczyków. Tak naprawdę to nieustająco ważne są dla nas tanie trampki, podkoszulki i komputery z Chin. No – liczyła się także frajda oglądania transmisji z olimpiady, czego najlepszym dowodem były zachwyty nad jej „najwspanialszą w nowożytnych dziejach oprawą” – wyrażane przez niektórych naszych obrzydliwie konformistycznych, bezrefleksyjnych komentatorów sportowych…

Skąd więc teraz załamywanie rąk, że Chińczycy nie licząc się z nikim, pozbawili na stałe tętna i oddechu, jakiegoś tam Brytyjczyka…?!!! Poczekajmy jeszcze kolejnych dziesięć lat, a oni ( korzystając z niewolniczej pracy milinów ) wykupią większość państwowych obligacji USA i krajów UE i do spółki z rozmnażającymi się jak króliki wyznawcami Allaha, skolonizują nas i ubezwłasnowolnią w naszych własnych domach. Jeśli nie zmądrzejemy…

Jednak kogo to dzisiaj w Polsce obchodzi i porusza…? Oferowana przez nas chrześcijańska odnowa moralna nie dosięga pogańskich poddanych Dalajlamy. Zainteresowanie ekonomią kończy się na opłotkach upadłych ( oczywiście z winy Tuska ) stoczni. My bronimy krzyża!!! Na czele z Panem Prezydentem, który ( wsparty autorytetem wysokich purpuratów ) publicznie zadeklarował, że nikt nigdy w naszej Ojczyźnie krzyża nie zdejmie. Na przekór obrzydliwym ateistom, europejskim trybunałom – krzyż w polskich urzędach i szkołach pozostanie! Cóż za ulga! Gołym okiem bowiem widać, że odkąd krucyfiksowi przywrócono nad Wisłą publiczny status ( publiczne wiszenie? – sic !!! ), jak ręką odjął ustąpiły nasze narodowe plagi ( np. pijaństwo, korupcja, przemoc w rodzinie… ), urzędnicy w jego cieniu obsługują nas bez porównania szybciej i kulturalniej, dzieci w szkołach stały się grzeczniejsze i inteligentniejsze, zaś parlament – odkąd w nim także zawisł ów symbol – nieprzerwanie zadziwia mądrością, łagodnością, refleksyjnością, umiłowaniem Polski i Polaków oraz wieloma równie doniosłymi cnotami naszych posłanek i posłów. Wszystko dzięki krzyżowi…

Tylko od czasu do czasu, ktoś zdobędzie się na bezczelność i zapyta o Chrystusa w sercach… Niemądry!!! On przecież na krzyżu… na poczcie, w ZUS-ie, szkole, Sejmie…

Dosłownie za parę chwil minie kolejny rok. Egoistycznie zastanawiam się czego powinienem sam sobie życzyć na następny. Może wyjazdu do Nowej Zelandii? To kraj pięknych krajobrazów ( wystarczy obejrzeć ekranizację trylogii Tolkiena ), wspaniałej przyrody. Zamieszkuje go relatywnie niewielu mieszkańców, zgodnie niebroniących krzyża… Za to na głowę każdego z nich, statystycznie przypada po parę owiec. A owce to miłe i dobre stworzenia, zgodnie z dawnym refrenem, który trzydzieści lat temu musiałem śpiewać na kościelnych obozach wakacyjnych:” …nie chcę być faryzeuszem – wolę owcą być, beeeeee !!!” Tak więc wszystkiego najlepszego w nowym roku!